Legenda Kościuszki

W identyfikacji Naczelnika z rewolucjami amerykańską i francuską i w powiązaniu sukcesów tamtych zdarzeń z męstwem Kościuszki upatrywano przekonującego dowodu na to, że polskie powstanie również się uda. Wiara w moc Kościuszki, potwierdzona wcześniejszymi sukcesami, ustanawiała granice przeciwko defetyzmowi i powodowała, że strach nie miał dostępu do zbiorowości.

Przy­kładem może być opis bitwy pod Racławicami traktowanej przez legendę jako miejsce największego triumfu Ko­ściuszki. Ze strategicznego punktu widzenia nie miała ona decydującego znaczenia, miała za to ogromne znaczenie moralne i propagandowe, wieść o zwycięstwie była przyjmowana w całym kraju z wielkim en­tuzjazmem.

 

 „Dziennik Patriotycznych Polityków” w numerze 11 donosił: „Naczelnik sam, z dobytym pałaszem, atakował artylerię z chłopa­mi naszymi, których tylko 320 do tego ataku użył [...] tak szczęśli­wie, że po pierwszym z armat wystrzale, straciwszy tylko 16 chło­pów, z krzykiem przerażającym: «Szymku, Maćku, etc., a dalej», odebrali armat 3 12-funtowych”. „Gazeta Narodowa Wileńska” zaś, przedrukowując Śpiewkę włościan krakowiaków („Dalej, chłopcy, dalej żywo”), opatrzyła ją takim objaśnieniem: „Wiersz kształtem dialektu ludu krakowskiego pisany, tym więcej wart być umieszczony w tej «Gazecie», że wspomina męstwa nieustraszonego nagrodę w tych, którzy dopiero co lemiesz na oręż zamieniwszy, odważnie na armaty nieprzyjacielskie napadają, skutecznie Najwyż­szemu Naczelnikowi do zwycięstwa pomogli. Jeden z tych, pierwszy przed innymi, w czasie bitwy do moskiewskiej armaty przypadłszy, zapał armatni własnymi rękoma tak mocno zakrył, że choć artylerzysta moskiewski palił mu ręce lontem zapalonym, ów jednak, jak drugi Scewola rzymski: «pal - rzecze - pal tu, ale tam nie trafisz!». A wtem drudzy nadbiegli i cała baterię nieprzyjacielską zdobyli”. Klasyczne pojęcie człowieka niezmiennego powodowało, o czym zaświadcza ten przykład, że historia stawała się antologię powtó­rzeń: czyn chłopa polskiego nabierał wartości, jeśli dał się włączyć do wielkiej zbiorowej historii.

Przedstawione opisy bitwy pod Racławicami potwierdza­ły umiejętności dowódcze Naczelnika, jego osobistą odwagę, która czyniła zeń wzór brawury w boju oraz siłę oddziaływania osoby wodza.

 

Przykład udziału ludu w walce legenda potraktowała jako reprezentatywny i typowy dla zachowań chłopów podczas powstania. Udział pospolitego ruszenia w powstaniu 1794 roku spowodował, że legenda insurekcyjna stała się jednocześnie zapisem tej wyróżniającej na tle tradycji polskiej właściwości, jaką było uczestnictwo ca­łego społeczeństwa, wszystkich stanów, w walce o wolność. W efekcie rozszerzeniu uległa definicja narodu. Legenda, chyba po raz pierwszy, stworzyła reprezentujący cały przekrój społeczeństwa areopag bohaterów narodowych, umieszczając obok siebie Kościuszkę, Jasińskiego, Ki­lińskiego, Głowackiego. I choć powstanie kościuszkowskie, mimo podważenia wyłączności szlacheckiego wzoru osobowego obywatela- rycerza, będącego ideologiczną podstawą instytucji szlachectwa, wy­kazało jednocześnie, „że hierarchia komitywy szlacheckiej jest wciąż - obok hierarchii kościelnej - jedyną strukturą obejmującą całość te­rytorium państwa, na jakiej można się było oprzeć przy tworzeniu or­ganizacji cywilno-woskowej” to powszechny charakter insu­rekcji stał się dla legendy jednym z najbardziej znaczących zjawisk powstania 1794 roku. Według Karola Wojdy, Kościuszko pod Maciejowicami złożył ofia­rę z siebie, a odniesione rany i niewola uprawomocniły jego obecność wśród „tysięcznych męczenników, którzy albo w więzieniach zgnili, albo na rusztowaniach, albo na polu Bogu ducha wyzionąć musieli”. Osiemnastoletnia Maria Urszula Radziwiłłowa, przyszła żona Win­centego Krasińskiego i matka Zygmunta, na wieść o prawdopodobnym uwolnieniu Naczelnika, w liście z 18 grudnia 1796 roku pisała egzaltacją do Anny Aleksandrowej Sapieżyny: „Ach! gdybyśmy mogli jeszcze ujrzeć Kościuszkę! Zdaje się, że choć nie jest zwycięz­cą, nie przewodzi wojskom naszym, nie trzyma w rękach losów Pol­ski, to jednak zbliżalibyśmy się do niego, jak do bóstwa”. Hugo Kołłątaj w wierszu Do Tadeusza Kościuszki w dniu 27 sierp­nia 1795 stwierdzał z ufnością:

Jednak przeczucie pochlebne słodką mnie wspiera nadzieją,

Ze miną dla nas czasy tak haniebne,

Zwyczajną rzeczy na świecie koleją.

Spojrzy na nas lepsza dola,

Wrócisz zdrowy do ojczyzny,

Skończy się moja i twoja niewola,

Całować będą święte twoje blizny.

Tadeusz Kościuszko