Bitwa pod Racławicami

Skąd nazwa bitwy?

Właścicielką majątku, w którym ro­zegrały się dalsze działania, była zamie­szkująca we dworze w Racławicach Wielogłowska. Znajdował się tu również kościół murowany z 1778 r. oraz 27 domów z ok. 180 chłopami. Do dóbr należały jeszcze dwie inne wsi: Janowiczki z dworem, folwarkiem i 115 morgami ziemi pańskiej (10 chałup, ok. 60 miesz­kańców) oraz Dziemierzyce (używano jeszcze dawnej nazwy Zdziemierzyce) z dworkiem i 285 morgami ziemi ornej, 95 morgami lasu oraz 25 morgami łąk i nieużytków. Wszystko określano jako majątek racławicki, stąd i nazwa bitwy, która właściwie rozegrała się na polach Janowiczek i Dziemierzyc.

 

Marsz Tormasowa

Po potyczce między Imbramowicami a Gruszowem Tormasow wysłał był gen. F. Denisowowi raport wraz z wziętym do niewoli jeńcem. Donosił, że wobec zmia­ny kierunku marszu przez Kościuszkę również i on idzie na Piwniczyska-Lelo- wice (więc równolegle do marszu Pola­ków), pragnąc nie dopuścić, by pow­stańcy wymknęli się bez walki. Zdając sobie sprawę, że coraz większe oddalenie od wytkniętej trasy utrudni włączenie się do walki gen. F. Denisowowi, Tormasow parokrotnie usiłował wciągnąć Kościu­szkę do bitwy; między godz. 10 a 11 doszło do znaczniejszego starcia kawa­lerii między Lelowicami a Wrocimowica- mi. Gdy Kościuszko zajął wzniesienie dziemierzyckie, Tormasow, poprzez Wrocimowice obsadził Górę Kościejo- wską, stromo (40-60 m) wznoszącą się nad wschodnim Ścieklcem. U stóp góry, tuż za Ścieklcem, wznosił się dworek Janowiczki z folwarkiem. Pozycja Tor­masowa była silna i gdyby Kościuszko pokusił się atakować ją, lub pod lufami dział forsować przejście na Racławice — poniósłby niewątpliwie klęskę. Dodać należy, że mieszkańcy wspomnianych wsi wraz ze zbliżaniem się nieprzyjaciela uciekali z końmi i bydłem w lasy.

 

Wahania Kościuszki

W interesie Kościuszki leżało jak naj­większe oddalenie się od osi manewru gen. F. Denisowa, gdyż to dawało moż­ność obejścia przeciwnika, a w razie dojścia do bitwy nieobojętny był przecież korzystny stosunek sił.

 

Kościuszko po osiągnięciu wznie­sienia dziemierzyckiego — jeżeli chciał kontynuować marsz na Kielce ku War­szawie — miał do wyboru dwie drogi. Jedna, wąska, odcinkami leśna, prowa­dziła na pn. zach. na Markocice (Marchocice). Gdyby się zdecydował nią iść, powstałyby trudności z transportem dział, a nieprzyjaciel zorientowawszy się w kierunku marszu, mógł stosunkowo niewielkimi siłami „zakorkować” masze­rującą kolumnę u wyjścia z lasów, a ta nie miałaby możliwości rozwinięcia się do bitwy.

 

Druga droga na odcinku ok. 800 m wiodła wąskim lessowym wąwozem z Dziemierzyc na wschód, łącząc się z wygodną drogą Wrocimowice – Janowiczki - Racławice. Kościuszko postanowił rozeznać tę drogę. Jak podawał w Ra­porcie do Narodu (5 IV), „poszliśmy za Tormasowem, obszedłszy go po lewej stronie” (więc od Zakościela :— J. P.). Wnet zorientowano się, że górującej pozycji Tormasowa nie można było ata­kować bez ogromnych strat, a ogień rosyjskich dział pokrywał drogę: wypa­dało zrezygnować z kontynuowania mar­szu. Kościuszko zawrócił więc na wznie­sienie dziemierzyckie, odległe o 1,8 km od pozycji Tormasowa. Była to zresztą najlepsza pozycja, jaką mógł wybrać. Prawdopodobnie liczył na to, że pewni siebie Rosjanie (którzy parokrotnie pro­wokowali bitwę) nie zadowolą się ocze­kiwaniem, lecz lekceważąc przeciwnika zaatakują go. Dawało to możliwość sto­czenia w korzystnych warunkach bitwy obronno-zaczepnej.

 

Pozycje polskie

Płaskowzgórze dziemierzyckie, wznoszące się lekko ku północy, zaj­mowało odcinek ok. 600 m, mając od strony Smoniowic (na prawym skrzydle) gwałtowny spadek, w centrum łagodną pochyłość ku pozycjom rosyjskim, zaś od strony Markocic (lewe skrzydło polskie) łagodny spadek z rozrzuconymi kępa­mi drzew i krzaków, nadający się jednak do szarż kawalerii, przechodzących dalej w las. Droga do dworku dziemierzyckie­go przecinała wzniesienie odmiennie jak to teraz ma miej­sce, skręcając na północny wschód w wąwóz lessowy, zakryty drzewami. Koś­ciuszko umieścił na skrzydłach centrum dwie baterie po sześć dział. Lewa wychodziła na wylot drogi (lessowej) z Janowiczek. Droga ta szła podówczas bardziej na północ niż obecna. Bateria prawa wstrze­liwała się w skrzyżowanie dróg Jano­wiczki – Wrocimowice - Dziemierzyce, nie­pokojąc od czasu do czasu Górę Kościejowską. Między bateriami polskimi, nieco cofnięte do tyłu, rozwinęły się wzdłuż wiejskiej drogi (do Smoniowic) 6. regi­ment pieszy, a po drugiej stronie drogi z Dziemierzyc 3. regiment pieszy. Ich dru­gie bataliony stały w pewnej odległości za batalionami pierwszymi.

 

Lewe skrzydło polskie pod gen. Za­jączkiem było załamane w tył zajmując odcinek półkilometrowy, osłaniając od pn. wsch. dwór dziemierzycki i rozłożoną opodal rezerwę chłopską. Lewą baterię polską asekurowały dwie kompanie I baonu 2. regimentu pieszego, podczas gdy dwie dalsze oraz kompania strzelców tegoż regimentu w tyralierce ubezpiecza­ły skraj lasu (w okolicy dzisiejszej szko­ły). Brygada 2. małopolska (Mangeta) rozciągnięta była szwadronami w głąb (pn. zach.). Miała przed sobą teren nadający się do szarż.

 

Prawym skrzydłem dowodził gen. A. Madaliński. Prawą baterię ubezpieczał półbatalion siódmego regimentu pieszego, dalej zaś na lekko zagiętym ku tyłowi półkilometrowym odcinku zajęły pozycje szwa­drony 1. brygady wielkopolskiej kawa­lerii narodowej i 4. pułku straży przedniej. Silny spadek ku Smoniowicom uniemoż­liwiał szarżę w tym kierunku, ubezpie­czając zarazem od ataku; natomiast Ma­daliński mógł szarżować na przed­pole centrum. Kosynierzy i pikinierzy zostali ulokowani za wzniesieniem, nie­widoczni dla nieprzyjaciela; rozłożeni wzdłuż mało uczęszczanej drogi z dworu dziemierzyckiego na Zielenice stanowili odwód. Wokół dworu rozlokowały się tabory i lazaret połowy (trzeba jednak pamiętać, że stary dwór został zburzony, a nowy znajduje się o 300-400 m bardziej na wschód: umieszczono w nim potem szkolę).

 

Kościuszko występował w po­pielatej czamarze w seledynowe prążki, ale z szarfą oficerską, pendentem i karma­zynową czapką generalską z białym pió­rem; zajmował stanowisko w centrum, skąd dowodził.

 

Tormasow na Górze Kościejowskiej

Z najwyższego wzniesienia kościejowskiego (ok. 60 m), tzw. Góry Zamko­wej, gdzie w zamierzchłych czasach mia­ła stać strażnica, gen. Tormasow widział dobrze pozycje polskie. Na zapleczu miał wieś Górkę Kościejowską (odległą o 8 km od Skalbmierza) a u stóp Góry płynął wschodni Ścieklec, zwany dziś Racławką.

 

Zajmowanie pozycji, ustawianie dział, wzajemne rozpoznanie, zajęło obu stronom czas do godz. 13. Wtedy nadcią­gnął wysłany przez gen. Tormasowa w posiłku kombinowany batalion grena- dierski ( z pułków nowogrodzkiego i uglickiego) ppłka. hr. Tomatisa.

 

Gen. Tormasow wezwał na naradę płka Muromcowa, ppłka huzarów Obrezkowa, dowódcę jegrów (111 batalionu) ppłka Pustowałowa, dowódcę grenadierów ppłka Tomatisa, oraz majora kozaków A. Denisowa. Wobec rozbicia głosów, oświadczył, ze „nie życzy sobie stać pod kulami” (wg Zapisków mjra Denisowa). Dowodziło to, że dolatywały tu kule artylerii polskiej, która próbowała w ten sposób wywabić Rosjan do walki.

 

Gen. Tormasow zamierzał związać centrum polskie działaniem kolumny prowadzonej przez siebie z silną artylerią (10 dział), podczas gdy wydzielona gru­pa ppłka Pustowałowa miała przepro­wadzić manewr okrążający polskie lewe skrzydło, co miało zadecydować o sukce­sie. Dla mającego nadejść gen. F. Denisowa, Tormasow rezerwował odcinek na swym lewym skrzydle, od strony Wrocimowic.

 

Pustowałow w akcji okrążającej

Obie kolumny rosyjskie zeszły z Góry Kościejowskiej przez Zakościele do Janowiczek i tu za dworem, na rozstaj­nych drogach, rozdzieliły się. Tormasow ruszył w lewo drogą ku Wrocimowicom, Pustowałow w prawo, w kierunku Ra­cławic.

 

Ppłk Pustowałow miał ze sobą swój III batalion jegrów jekatierynosławskich w sile ok. 600 żołnierzy z sekundmajorami Termizjewem i Bykowem, kapitanami Gresserem, Safanowem, Pastymowem i Agrofibiczem. Pozostałe półbatalionu je­grów pod Białowskim zabrał ze sobą Tormasow. Z jazdy miał Pustowałow 3 szwadrony huzarów achtyrskich po 100 koni pod ppłk. Obrezkowem. Niejasne jest natomiast ile sotni kozaków miał ze sobą mjr A. Denisów. On sam podawał, że miał ze sobą prawie całość (z 6 sotni) i z nimi nawiązał bój, dopiero potem odesłał większość Tormasowowi, za­trzymując około stu. Pustowałow zabrał ze sobą dwa działa z obsługą kanonierską.

 

Działania Tormasowa w centrum

W kolumnie Tormasowa znalazł się półbatalion II jegrów jekatierynosław­skich pod Białowskim, batalion grena­dierów Tomatisa, 4 szwadrony huzarów Muromcowa i chyba sotnia kozaków. Do tego dochodziło 10 dział z obsługą kano­nierską.

Kolumna Tormasowa, po przejściu drogą z Janowiczek ku Wrocimowicom (więc w kierunku południowym) ok. półtora km osiągnęła tzw. „pole pod lasem” (za kapliczką). Czołowe oddziały skręciły w wąską drogę w lessowym parowie, którą po przebyciu ok. 750 m wychodziło się na stanowisko lewej ba­terii polskiej i ubezpieczającego ją I batalionu 2. regimentu pieszego. Było już po godz. 15.

Jak się wydaje, Tormasow mniemał, że zakryty lasem, podejdzie niezauwa­żony pod pozycje polskie, gdy ppłk. Pustowałow podejmie próbę okrążenia i dostania się na tyły polskiego lewego skrzydła.

Zamierzenie to nie powiodło się, gdyż marsz kolumny Tormasowa był obserwowany bacznie przez Polaków. Gen. Zajączek sądził początkowo, że Tormasow wycofuje się na Wrocimowice. W Raporcie do Narodu (5 IV) Kościuszko podał, że gdy zorientowano się w zamierzeniach Tormasowa, polska bateria prawa skoncentrowała ogień na „polu pod lasem"; usypane tu z czasem dwie wielkie mogiły świadczyły, że straty rosyjskie były znaczne. Bateria lewa, celując „dobrze między gałęzie (drogi w wąwozie — J. P.), wywracała ludzi". Wobec znacznych strat, Tormasow mu­siał zrezygnować z pierwotnej koncepcji (wykorzystania drogi wąwozem na Dziemierzyce), przesuwając swój oddział drogą wrocimską o jakieś 300 m i rozwi­jając go na chłopskich polach Janowi­czek, lekko wznoszących się ku pozy­cjom polskiego centrum, w odległości ok. 600 m. Na prawej flance miał drogę wąwozem lessowym, odgrodzoną od pól głębokim rowem, przysłoniętą drzewami.

Gen. Tormasow wyznaczył pozycje dla artylerii. W wysuniętej naprzód baterii znajdowały się 3 działa 12 f., pozostałe były nieco cofnięte. Asekurowały je 4 kompanie grenadierskie i 2 kompanie jegrów (jedna z nich w pobliżu drogi lessowej). Na lewej flance rozwinęły się szwadrony huzarów Muromcowa i sotnia kozaków.

 

Baterie rosyjskie otworzyły ogień na polskie lewe skrzydło dla ułatwienia za­dania mającemu wyłonić się z lasów Pustowałowowi. Kartacze wyrządziły szkody, zwłaszcza w koniach kawalerii L. Mangeta, co spowodowało zamiesza­nie i przyczyniło się do słabej początko­wo postawy wobec wyłaniających się kozaków A. Denisowa.

 

Z kolei ogień artylerii rosyjskiej prze­sunął się na centrum polskie, i tu doszło do pewnego zamieszania, które Kościu­szko szybko opanował. Wydal rozkaz Madalińskiemu przeprowadzenia szarży na huzarów Muromcowa; szarża jednak nie powiodła się, wobec silnego ognia artylerii rosyjskiej.

 

Pustowałow wkracza w akcję

W międzyczasie kolumna Pustowałowa, maszerując przez północną część Janowiczek skręciła w lewo, na drogę przez lasy markocickie ku Dziemierzy- com. Pustowałow miał do zrobienia ok. 2 km. Od Tormasowa oddzielał go dość gęsty las, utrudniający łączność. Badając działania w terenie trzeba pamiętać, że obecne drogi nie pokrywają się z ówcze­snymi.

Stanowiący przednią straż Pustowa- łowa kozacy dość niespodziewanie wy­padli z duktu leśnego, odrzucając łań­cuch fizylierów i strzelców z 2. regimentu pieszego. Za nimi ukazali się huzarzy Obrezkowa. Jazda rosyjska podjęła zaraz próbę przedostania się na tyły. Batalion jegrów Pustowałowa z dwoma działami rozwinął się z lewej strony, ostrzeliwując lewe skrzydło gen. Zajączka. Jazda Man­geta — jak wspomniano — zmieszana stratami od ognia kartaczowego Tormasowa, musiała się teraz szybko przesunąć na zachód, by nie dopuścić do obejścia; najdalej wysunięte szwadrony zmieniły nawet front o 90°. Gdy kawaleria narodo­wa (L. Mangeta) ruszyła na kozaków, mrj A. Denisów w obawie, że zostanie odcię­ty od jegrów, przesunął się ku nim i spowodował, że Pustowałow odkomen­derował jedno działo z obsługą i półkom- panią jegrów dla asekuracji na jego prawe skrzydło. Wtedy kozacy rozwinęli się w tradycyjną „ławę" i choć byli liczebnie słabsi, gdyż — jak wspomina A. Denisów — pokrywali tylko połowę na­cierającej linii jazdy polskiej, to przecież A. Denisów „ popędził przed sobą" znajdujące się przed nim dwa szwadrony kawalerii narodowej, podczas gdy po­zostałe, zamiast przyjść z pomocą, stanę­ły jak wryte. A. Denisów nie ścigał uciekających, lecz zebrawszy kozaków rzucił się z kolei na dalsze szwadrony. Tu spotkał się jednak z silniejszym oporem, choć — jak twierdzi — ostatecznie wyparł ich w tył. Nie wiadomo, czy i kiedy włączyły się do walki 3 szwadrony huza rów, gdyż A. Denisów o nich nie wspomina.

 

Jak widać, pierwsza faza spotkania nie była dla kawalerii Mangeta pomyślna. Dwa szwadrony zostały rozbitę i w popłochu uciekały na Zielenice (dc Krakowa), rozpuszczając fałszywą wieść o śmierci Kościuszki i klęsce. Przelatując kolo rezerwy chłopskiej, zarazili jej część paniką, którą jednak gen. J Śląski szyb­ko opanował. Gen Zajączek wstrząśnięty ich zachowaniem, poddał w swoich Pamiętnikach ostrej krytyce kawalerię narodową, korzystającą z wielkich przy­wilejów, a w potrzebie zawodzącą. Szczęściem sytuacja na lewym skrzy­dle poprawiła się. Zadecydowało o tym mężne uderzenie chorążego Ignacego Neve, który z kolei przepłoszył kozaków; mjr A. Denisów, parokrotnie cięty w rękę, utracił szablę, ratując się ucieczką. Prze­pędzenie kozaków pozwoliło uporząd­kować jazdę Mangeta. Równocześnie mjr A. Denisów dostał rozkaz od Torma­sowa zostawić przy sobie stu kozaków, a resztę odesłać do centrum. Do walki z kawalerią Mangeta włączyli się huzarzy Obrezkowa.

 

Około godz. 17 Naczelnik zdecydo­wał się przerzucić na lewe skrzydło bez­czynnie stojącą (po nieudanej szarży) brygadę 1 wielkopolską kawalerii naro­dowej A. Madalińskiego.

Między godziną 17 a 18 Naczel­nik dojrzał nadciągające od Lelowic-Wrocimowic siły gen. F. Denisowa. Wte­dy wydal Madalińskiemu rozkaz powrotu na prawe skrzydło i obserwowania zbli­żających się. Ostatecznego rozbicia hu­zarów Muromcowa dokonał (wg Trębickiego) „waleczny wicebrygadier Piotr Jaźwiński” z brygady 2. małopolskiej kawalerii narodowej, który kilkakrotnie rannego płka Muromcowa wziął do nie­woli. W walkach tych jazda rosyjska miała utracić do 200 huzarów i kozaków. W czasie boju kawalerii, gen. Tormasow, wciąż liczący na rozstrzygający sukces na lewym skrzydle polskim, wys­łał również jegrów Białowskiego, by nawiązali łączność z grupą Pustowało­wa, co im się powiodło. Po wyczerpują­cych szarżach nastąpiło na skrzydle Zają­czka osłabienie akcji, ograniczające się do salw plutonowych piechoty.

 

Tymczasem w centrum polskim całą uwagę zaprzątał zbliżający się gen. F. Denisów. Było jeszcze widno, gdyż w tym dniu słońce miało zajść o godz. 18.15.

 

Kościuszko rozumiał, że włączenie się świeżych sił Denisowa do walki oznacza klęskę powstańców. Równo­cześnie ujrzał dla siebie dużą szansę w osłabieniu centrum Tormasowa przez skierowanie na pomoc Pustowałowowi huzarów Muromcowa i jegrów Białowskiego. Baterie rosyjskie osłaniały już teraz tylko: batalion grenadierów Tomatisa, garść jegrów i kozacy Kościuszko zdecydował się na żywiołowy atak na baterie rosyjskie na broń białą. Od strony Pustowałowa osłaniała go część I bata­lionu 2. regimentu pieszego (dwie kom­panie przy baterii i ci, którzy rzuceni w tyralierę zdołali powrócić) oraz II batalio­nu 3. regimentu pieszego.

 

Atak poprzedził wzmożony ogień polskich baterii nas centrum Tormasowa, co spowodowało uszkodzenie jednego działa i dwóch jaszczy. Kościuszko, zdecydowany użyć do ataku kosynierów, utworzył przezornie dla nich „gorset": na prawej ich flance z półbatalionu I regi­mentu 6. pieszego, na lewej z półbatalio­nu I regimentu 3. pieszego. Przy pierw­szym znalazł się por. Kajetan Nidecki (z 2. regimentu, który przywiózł rozkaz od Naczelnika), przy drugiej brygadier L. Manget, co świadczyło, jak wielką wagę przywiązywał Kościuszko do tej akcji. Nie jest jasne, skąd L. Manget wziął się przy boku Naczelnika zamiast dowodzić wła­sną brygadą.

 

Z kolei Kościuszko przeniósł się za wzniesienie podrywając 320 kosynie- rów-pikinierów z gen. J. Śląskim (reszta pozostała w odwodzie). Po paru pory­wających komendach Naczelnika, chłopi ruszyli drogą przez wzniesienie, dostając się między dwa półbataliony („gorse­tu"), po czym ruszyli łagodnym spadkiem ku bateriom rosyjskim, przechodząc z przyspieszonego kroku w bieg. Jak wspomniał gen. Śląski, Kościuszko z płaszczem w ręku towarzyszył konno atakującym.

 

Rosyjskie baterie oddały dwukrotnie salwę kartaczami, zabijając paru ofice­rów, kilkunastu żołnierzy i 16 chłopów- kosynierów. Kanonierzy nie wykazali je­dnak zimnej krwi, co okazało się w celności strzałów.

 

Chłopi dopadli dział. Pierwsze dwie armaty zdobyli: Wojciech Bartosz z Rzędowic i Stanisław Świstacki z Zakrzewia, a trzecie chorąży 3. regimentu pieszego Krzysztof Dębowski. Świad­czyłoby to o tym, że chłopi niewątpliwie w lepszej kondycji fizycznej, nie tak bardzo wyprzedzili asekurujące ich pół- bataliony. Poderwani komendą grena­dierzy Tomatisa usiłowali przejść do przeciwuderzenia, ale byli bezradni wobec furii atakujących i morderczego działania kos. Jak się z goryczą wyraził potem gen. Igelstróm, „różna hałastra, prowadzona do boju na wzór pijanych” zdobyła baterie. Kanonierzy i grenadierzy rosyjscy usiłowali się poddawać, ale chłopi nie rozumieli słowa „pardon" czy znaczenia uniesionego kolbą do góry karabinu, i cięli kosami przeciwników jak trawę.

Atakujący, z lekką przewagą piecho­ty liniowej nad kosynierami, wpadli z kolei na 7 dalszych dział. Odznaczył się kosynier Jędrzej Łakomski. Żołnierze rosyjscy, niepomni na nawoływanie ofi­cerów i podoficerów, rzucili się do ucie­czki, zrzucając przeszkadzające im w biegu tornistry, płaszcze, karabiny. Ucie­czkę utrudniał śliski od nocnego deszczu teren, oraz głęboki rów oddzielający od drogi lessowej, który (wg raportu J. Śląskiego) Polacy „trupem napełnili". Ppłk Tomatis, ranny, ledwie uszedł nie­woli. W ciągu kilkunastu minut centrum Tormasowa przestało istnieć, a on sam ratował się ucieczką.

 

Jegrzy Białowskiego, zaalarmowani mocną strzelaniną i krzykami próbowali pospieszyć z pomocą, ale sami z kolei dostali się pod kosy. Pościg za ucieka­jącymi ku wzniesieniom kościejowskim prowadzili nie tylko uczestnicy ataku, ale i ochotnicy konni przy boku Kościuszki i drugi rzut kosynie­rów.

 

Likwidacja grupy Pustowałowa

Z kolei postanowił Kościuszko znie­ść grupę Pustowałowa. Krytykował „ba­wienie się piechoty ogniem plutono­wym", co — jak dodawał gen. Zajączek - więcej strat przynosi niż atak na bagnety. Mjr Lucke dostał rozkaz uderze­nia I batalionem 2. regimentu pieszego. Sam chwyciwszy za karabin poprowadził atak z furią, a reszty dopełnili nadbiega­jący kosynierzy z rezerwy, których ścią­gnął Naczelnik. Dzielnie broniący się III batalion jegrów jekatierynosławskich został rozniesiony. Padli wszyscy ofice­rowie, a wśród nich dzielny ppłk Pustowałow, 13 razy ranny. Zabrano dwa działa. Jazda rosyjska uciekła z pola walki, a kozacy oparli się dopiero w Sosnówce koło Prandocina.

 

Skąd wynikło opóźnienie Denisowa?

Późne przybycie na pole walki gen. F. Denisowa zadecydowało o wyniku bitwy. Okazało się, że stracił czas na zorganizowanie pomocy dla ppłk Friedela w Koszycach, potem na przesłuchiwa­niu przesłanego przez Tormasowa jeńca polskiego. Jego nieprawdziwe relacje utwierdziły gen. Denisowa w przekona­niu, ze Tormasow natknął się tylko na przednią straż Kościuszki, podczas gdy główne siły nie opuściły jeszcze Koniu­szy. Sądził, że wystarczy zasilić Torma­sowa batalionem grenadierów, by ten mógł wstrzymać marsz Kościuszki, a samemu dążyć według dawnego planu ku Proszowicom i atakować powstań­ców od tej strony. Lew Engelhardt (podówczas ppłk ros.) odnotował w Pamiętnikach, że Denisów, ulegając do­cinkom szlacheckiego gen. Rachmanowa, ze nazbyt się przejmuje rozprawą ze zbieraniną powstańczą, zjadł z nim jeszcze posiłek i wypił kawę. Kiedy potem dotarł do Proszowic okazało się, ze główna siła Kościuszki już z brzaskiem opuściła Koniuszę i że w związku z tym Tormasow może znaleźć się w tarapatach wobec przewagi liczebnej powstańców.

Gen Denisów, mimo późnego przybycia, mógł jeszcze zmienić wynik bitwy, gdyż formacje polskie były zde­zorganizowane walką i pościgiem. Tym­czasem on, zaskoczony tym co zobaczył, spłoszony relacjami Tormasowa o dużej przewadze liczebnej Kościuszki, ograni­czył się do oddania paru salw armatnich, a zająwszy pozycję obronną w czworo­bokach ubezpieczonych jazdą, wyczeki­wał zapadnięcia nocy, by w ciemno­ściach wycofać się. Tylko jednemu bra­tankowi (mjr Adrian) przyznał się potem, że podkomendni jego tak byli przerażeni sytuacją, że obawia) się ich postawy w walce, wobec „upadku ducha".

 

Ocena bitwy

Straty rosyjskie wynosiły ponad 1 000 zabitych, rannych i wziętych do niewoli, choć w samych raportach gen. Tormasow i opierający się na nim gen. Igelstróm podawali wśród poległych 13 oficerów i 453 zołnierzy, a wśród ra­nnych 6 oficerów i 298 żołnierzy. Wzięto 12 dział, w tym jedno uszkodzone oraz jaszcze z amunicją; na wieść o tym generalny kwatermistrz J. Pistor stwier­dził, ze takiej ilości dział Rosjanie nie utracili byli w całej wojnie z Turcją. Polacy wzięli 1200 karabinów z bagne­tami, pistolety, szable, spisy kozackie oraz trzykrotnie większą ilość amunicji niż mieli rozpoczynając bitwę. W ręce polskie wpadła też część taboru rosyjs­kiego zawierająca różne sorty mundu­rowe i buty. W nagrodę męstwa rozdzielano je między kosynierów i pikinierów. Straty polskie były mniej dotkliwe Według raportu Kościuszki (5 IV) wynosiły one 100 zabitych; obecnie za wiarygodną liczbę przyjmuje się kilkuset poległych. Kościuszko już po zapadnięciu nocy wyczekał na pobojowisku parę godzin dla podkreślenia, że jest zwycięzcą, a także dla jakiegoś uporządkowania od­działów, pomieszanych bitwą i pości­giem.

 

Obawiając się, że nazajutrz gen. F. Denisów zorientowawszy się w sytua­cji, będzie chciał powetować klęskę, wycofał się Kościuszko przez Zielenice do Słomnik. Skąd zredagował słynny Raport do Na­rodu (5 IV). Tu też doszło do pierw­szych awansów po bitwie: generałami lejtnantami zostali Madaliński i Zają­czek, generałem majorem Manget, ma­jorem artylerii Małachowski.

Po założeniu obozu pod Bosutowem (6-24 IV 1794) odnotowano w piechocie 71 awansów, w jeździe 63, w artylerii 7, co oczywiście trzeba także tłumaczyć koniecznością obsadzenia stanowisk oficerskich w nowo tworzo­nych regimentach. W czasie uroczystości na cześć zwycięstwa, zorganizowanych w Krakowie (8 IV), mieszkańcy oglądali 12 dział zdobycznych, ustawionych dnia poprzedniego na Rynku, a na Wawelu awansowano uroczyście 3 wyróżnia­jących się w bitwie kosynierów — zdo­bywców armat: Wojciecha Bartosza (przezwanego Głowackim), Stanisława Świstackiego i Jędrzeja Łakomskiego. Uzyskali stopnie chorążych w nowo­utworzonym 1 regimencie grenadierów krakowskich. Naczelnik Kościuszko przy­wdział chłopską sukmanę jako strój for­macji, która wyróżniła się w bitwie. Chodziło przecież o pozyskanie chłopów wykazaniem doraźnych korzyści z udzia­łu w insurekcji, z czym się wiązały i dalsze ulgi w pańszczyźnie, choć jakże to było niewiele w stosunku do upragnionego przez chłopów uwłaszczenia.

 

Sama bitwa nie przyniosła realizacji założeń operacyjnych, nie przebito się przez pierścień rosyjski do Warszawy. Na odcinku taktycznym Kościuszko wyszedł obronną ręką z zastawionych sideł i to mimo braku zorganizowanego wywiadu. Zajął dobrą pozycję, sprawnie dowodził i znakomicie rozegrał końcówkę bitwy atakiem na baterie rosyjskie, co było próbą amalgamatu i naśladowaniem ży­wiołowych ataków rewolucjonistów francuskich na białą broń. Przeświadcze­nie, ze można odnosić zwycięstwa nad wojskami carskimi, miało też wielkie znaczenie.

 

Przebieg powstania Kościuszkowskiego

Bitwa pod Racławicami

Przysięga na Rynku Głównym w Krakowie